Wydaje ci się, że jesteś wyjątkowy. Dobry, uczynny dla
innych. Życzliwy niedajbosze. To inni są ci źli. Fałszywi kłamcy o twarzy
każdego. Nieprawda. Ci Inni są tacy jak ty czy ja. To co pokazują przed Tobą,
to nie fałsz. To prawda pokazana przed tobą. To ty wyzwalasz w nich tę prawdę.
Jeśli ktoś ma do ciebie uczucia inne niż miłość, przyjaźń, czy choćby
akceptacja, a nie chce być bezobcesowo chamski, najprawdopodobniej wtedy wyda ci
się fałszywy. Pozory trzymają jednak społeczeństwo w ryzach. Gdyby wszyscy
mówili otwarcie co o sobie myślą, bylibyśmy w stanie ciągłego konfliktu
społecznego. Widać to na przykładzie Wojewódzkiego i Figurskiego. Panowie
powiedzieli to, co wszyscy myślą. Nie byli fałszywi. Za to zostali srogo
ukarani. Pokazuje to zatem, że tzw. „fałsz” jest potrzebny. Drugim przykładem,
na nieco szerszą skalę, jest case portalu Wikileaks. Dyplomacja międzynarodowa
opiera się na fałszywych uśmiechach i sekretnych podaniach dłoni. Gdy jednak
ujawniona zostanie depesza z takiego uśmiechniętego spotkania, okaże się co naprawdę
dyplomata miał na myśli. Gdyby taki portal istniał już w XIX wieku, do dość
pokaźnej liczby wojen stoczonych wówczas, musielibyśmy dorzucić jeszcze drugie tyle.
Gdy następnym razem ktoś kogo nie lubisz poczęstuje cię serdecznym uśmiechem a
ty pomyślisz sobie „co za żałosny fejkowy koleś”, zdaj sobie sprawę, że on
najprawdopodobniej właśnie myśli sobie to samo o tobie.